ćwiczę, biegnę, schudnę! Mój cel: przebiec w dobrym czasie 10 km, bez kompleksów założyć bikini, czuć się dobrze we własnym ciele.
RSS
piątek, 18 lutego 2011
Antybiotyk przyjmowałam do środy włącznie. Straszny syf: w ustach non stop gorycz i ciągle pić mi się chciało. Do tego dziwny (czyt. chemiczny) zapach potu podczas wysiłku. Ostatni raz chorowałam dwa lata temu, więc i tak nie mam co narzekać. W poniedziałek nie czułam się na tyle dobrze, aby iść na siłownię, zatem plan wykonałam we wtorek, środę i czwartek. Niezbyt szczęśliwa konstelacja, o czym dał mi znać mój organizm, który wczoraj wieczorem po prostu nie miał siły wykonać całego treningu (ćwiczyłam nieco ponad godzinę). Generalnie przebiegłam wg zaleceń 7 x po 2 min. biegu naprzemiennie z marszem. Tytułem rozgrzewki zawsze maszeruję szybkim tempem przed pierwszym biegiem ok. 6 min. i po ostatnim biegu, po uspokojeniu tętna, ustawiam sobie bieżnię "pod górkę" i maszeruję żwawo ok. 4 min. pilnując by tętno nie przekroczyło 75% HR max.
Potem ćwiczenia rozciągające i chwila na rowerze stacjonarnym. W środę po treningu wzięłam szybki prysznic i poszłam sobie na saunę IR. Świetna sprawa i chyba bardziej mi odpowiada niż tradycyjna sauna fińska. Polecam. Muszę częściej korzystać z tego dobra, tyle, że po seansie w saunie jedyne, na co ma się ochotę to sen. Zatem wszelkie plany typu wieczorne prasowanie, nauka, papiery firmowe zdecydowanie odpadają.
Znów spadł śnieg. Podobno ostatni raz tej zimy. Oby, bo już wyjęłam kurtki i spodnie do biegania na zewnątrz. Czekam na słońce i temperaturę powyżej 6 st. i oczywiście na wiosnę!
środa, 09 lutego 2011
W ubiegłym tygodniu plan wypełniony. A w tym - do dupy - jestem chora :(
17:57, mania_28
Link Dodaj komentarz »
środa, 02 lutego 2011
Chyba przegięłam wczoraj, bo mam koszmarne zakwasy. Zapewne po brzuszkach na piłce, które bardzo dały popalić mięśniom głębokim. Skróciłam trening do 1,5 h, a popołudniu musiałam uciąć sobie drzemkę. Ledwie łażę, więc ratuję się aspiryną, zwłaszcza, że dzieci chorowały kolejno i mogę mieć wirusa, który może się zmaterializować przy osłabieniu. Jutro dzień przerwy, a w piątek kontynuacja planu. Na wagę nawet nie wchodzę, bo wczoraj wieczorem przyszła koleżanka i wypiłyśmy niemal całą butelkę wina. I kalorie doszły i spalanie zwolnione - o wpływie alkoholu na treningi odchudzanie można przeczytać tutaj.
wtorek, 01 lutego 2011
Dziś zaczęłam 3 tydzień wg Skarzyńskiego: 12 x bieg po 1' + 2 minuty marszu pomiędzy. Rozgrzewka na steperze, potem bieżnia j.w. z 4 minutowym marszem przed, i po bieżni prawie godzina ćwiczeń rozciągających i siłowych. Dziś czułam się wyjątkowo dobrze po treningu, aż miałam ochotę ćwiczyć jeszcze pół godziny. Ciekawe jak jutro będę czuć brzuch, bo brzuszki (krótką serię) zrobiłam na piłce, która wprawdzie rozluźnia i odciąża kręgosłup, ale nieźle daje popalić mięśniom głębokim czyli stabilizującym.
środa, 26 stycznia 2011
...to chyba cytat z mojej ulubionej strony o bieganiu. Od dwóch tygodni staram się wprowadzić w życie plan pt. "Zbuduj fundament". To straszne, co może zrobić z człowieka prawie 3 miesiące przerwy w jakiejkolwiek aktywności. Jestem w drugim tygodniu. Staram się myśleć pozytywnie, chociaż to niełatwe, bo znów zimno, znów pada śnieg. Trenuję na siłowni.
Masakryczna waga na dziś to: 77,2 kg. Po drugiej ciąży mniej ważyłam :(
środa, 15 września 2010


Tak wygląda moja waga. Dziś pierwszy raz od 6 dni miałam w ustach pomidora, paprykę i soczystego ogóreczka, na sałacie rzymskiej z bazylią! Ach, cóż to był za smak! Upiekłam chlebek wg przepisu Pani Dukanowej, nie wyrósł mi (podejrzewam o sabotaż słodzik, który nie napędził drożdży), ale i tak jest smaczny.
W jelitach zastój. Ubytku wagi nie czuję, bo jeszcze nie ćwiczyłam (pracuję na drugą zmianę), a biegać nie mogę bo leje niestety.

Wczoraj koleżanka przyniosła do pracy pyszne naleśniki z tuńczykiem i ogórkiem, dziś będą z warzywami :)

Cały czas nieprzyjemne odczucie w ustach, guma nie za bardzo pomaga.
poniedziałek, 13 września 2010
Dziś, po porannym siusianiu, waga pokazała 73,2 kg. Rano odprowadziłam szkodniki do szkoły i przedszkola, wróciłam, zjadłam proteinowe śniadanie (twaróg chudy z przyprawami + placki otrębowe Dukana + kawa rozpuszczalna) i w końcu, po prawie pięciu dniach, odwiedziłam toaletę na dłużej! Następnie zważyłam się ponownie: 73,5 kg i tę wagę przyjmuję za wiążącą. Sceptycyzm nie mija, ale już wiem, że powinnam wytrwać do środy, kiedy to do twarogu na śniadanie zjem sobie pięknego soczystego pomidora i ogórka. A co!
niedziela, 12 września 2010
Mam wrażenie, że brzuch mam wypchany papką z mięsa wołowego, kurczaka, sera białego i jajek - ohyda! Maślanka nie działa, kefir nie działa, otręby nie działają, woda i herbatki też. Ruch niczego nie poprawił - byłam na rolkach, po przejechaniu 5 km nie miałam sił powłóczyć nogami. Mimo kawy i coli light (za która nie przepadam), chce mi się spać. Brakuje mi pomidorów, ogórków i świeżych owoców... Jeszcze dwa dni na tych cholernych proteinach i zaczynam fazę II. Obym dotrwała, bo moja motywacja słabnie, mimo wertowania w międzyczasie diety Dukana, czytaniu forów i blogów, zrobieniu testu Dukana (29 listopada powinnam dotrzeć do celu!). Jestem jakaś otępiała i zmęczona. Idę spać.
czwartek, 09 września 2010
O ile do końca lipca utrzymywałam dyscyplinę biegania, pokonując dystans nawet do 8 km w 50 minut (maratończycy, proszę nie opluwać monitorów ze śmiechu, dla mnie to wyczyn), tak w sierpniu sobie pofolgowałam i ani nie biegałam, ani nie ćwiczyłam, co w 70% jest winą pogody i ograniczonych funduszy (karnet na siłownię znów podrożał!!) a reszta to moje lenistwo i obżarstwo.
Zatem przyłatam 4 kilo i obecnie ważę 76 kilogramów!
TMPM!!!! = Teksańska MASAKRA piłą motorową!!!

Dziś startuję z Dukanem, raczej nie pobiegam, bo na dworze leje jak z cebra! Ech życie, wiosny nie było, lato przez miesiąc a jesień trwa już jakieś trzy tygodnie :(((
09:57, mania_28
Link Dodaj komentarz »
sobota, 06 lutego 2010
I już niedługo wrócę do bloga - jest jak publiczna dyscyplina :)
10:13, mania_28
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6